Hania

Konie, gokardy i….. Rabka ;)

Tytuł dziwny, ale jest to związane z tym, że nie zamierzam napisać tylko o kontroli w Rabce, ale także o zakończeniu moich kolejnych wakacji 🙂

Witajcie Kochani. Czytacie 🙂

Jak już zapewne niektórzy wiedzą (Ci, co są zwolennikami i czynnymi uczestnikami Facebook’a), że wczoraj, tj. 12.09.2013 r. byłam na kolejnej wizycie kontrolnej w Rabce-Zdroju. Moja Mama, jak to zwykle bywa przed takimi wizytami, zapisywała różne rzeczy w zeszycie, co i w jakich ilościach jem, ile mi podaje kreonu, jakie witaminy przyjmuję, itp. Wyjechaliśmy znowu bardzo, bardzo wcześnie rano… niestety o 3.30…. 🙁 Trochę mnie Rodzice tą pobudką zdenerwowali, bo najpierw mnie obudzili, a potem w aucie chcieli żebym spała… A ja jak już się obudziłam to włączyło mi się poranne gadanie i tak trajkotałam z Mamą do 5.30…. no a potem trochę spałam… może jakąś godzinę 🙂 Kiedy przyjechaliśmy to było jeszcze cichutko w Klinice…, ale jakieś pół godziny później zrobił się ruch, że hohohohoooo… głównie za moją sprawą, bo jak zaczęłam wrzeszczeć na pobieraniu krwi to chyba cały oddział obudziłam 😉 Tym razem obyło się bez bronchoskopii, z jednej strony dobrze, a z drugiej odczułam „na żywo” dłuższe pobieranie krwi i wszystkie inne wymazy (nie lubię jak mi ktoś grzebie z buzi i nosie !!!!). Potem był koszmar u pani z RTG (Tato ze mną chodzi, pani wyprosiła Mamę – nie wiem dlaczego…. chyba woli mojego Tatę 😉 ) …. jakoś to przeżyłam i USG u takiego fajnego Pana. Trochę popłakałam też na USG, ale potem już było fajnie, bo oglądałam takie fajne kolorowe przyssawki – nie wiem do czego służą, ale były fajne 😉 Jeżeli chodzi o badania, to dosyć szybko i sprawnie poszły. W międzyczasie byliśmy jeszcze u takiej pani, która rozmawia z mama na temat mojego jedzenia… fajna też… Powiedziała Mamie, że ładnie wyglądam 🙂 tzn. waga nie jest porażająca, bo jest 10600 g przy moim szalonym też wzroście 85 cm…ale ogólnie chyba taka będę 🙂 tzn. drobna 🙂 Pani powiedziała, że nie wyglądam na niedożywioną, a jak jeszcze zobaczyłam co i w jakich ilościach jem, to powiedziała, że naprawdę jest OK 🙂 Zmieniła mi tylko w diecie takie deserki, tzn. mam jeść na deser takie odżywki Resource Junior (mają dużo tłuszczu) oraz zamiennie takie coś z czego można robić jakieś koktajle i lody 🙂 !!!! Te lody brzmią najlepiej 🙂 Na sam koniec pobytu w Rabce miałam kolejne spotkanie z moim panem Doktorem 🙂 Popatrzył na moje wszystkie wyniki i powiedział, że: „obraz płuc jest bez zmian – od ostatniego badania nic się nie zmieniło 🙂 obraz trzustki taki jak był od samego początku – charakterystyczny dla chorych na muko, natomiast wątroba, nerki, woreczek, śledziona – bez zmian”… KAMIEŃ Z SERCA !!!!!!!! 🙂 Moja Mama jak pan Doktor czytał wyniki, z minuty na minutę coraz bardziej się uśmiechała…Zobaczyć Uśmiech Rodziców po Wizycie Kontrolnej w Rabce – BEZCENNE 🙂 Dzięki tym wynikom to aż się spać Rodzicom odechciało, więc zaraz po wyjściu od pana Doktora pojechaliśmy na moje ulubione:…..”meso…” 🙂 Oczywiście do wszystkich badań musiałam być bez jedzenia więc od godziny 10.00 wszystkim napotkanym osobom w klinice mówiłam, że idę na „mesio”, bo taka byłam głodna. Jak się mnie pan Doktor spytał, czy już jadę do domku, to odpowiedziałam mu, że: „nie jadę do domu, tylko na meso” (czyli kotleta :-)). Mój tato się śmieje, że inne dzieci po Kościółku w niedzielę idą na lody, a ja chcę na mięso 🙂 Pani Dietetyk mnie za to pochwaliła… i pochwaliła mnie za jedzenie słonecznika i słonych orzeszków 🙂 chociaż pan Doktor coś wspomniał, że „coś” mnie chyba uczula, bo mam „coś” delikatnie podwyższone w badaniach…ale mówił, żebym się nie przejmowała 🙂 Tak więc można jednym słowem podsumować wizytę w Rabce – SUPEROWA!!!!!!!!!!

A wracając do tytułu… to te konie i gokardy były ostatnią atrakcją tych wakacji. Rodzice zabrali mnie i Tosię do Rymanowa-Zdroju…okazało się, że w Rymanowie oprócz „ścieżek zdrowotnych” są inne atrakcje dla dzieci…. 🙂 Razem z Tosią szalałyśmy w takiej wielkiej przyczepie z kulkami i zjeżdżalniami… a potem szalałyśmy jeszcze na gokardach 🙂 Takie rowerki  🙂 Na mnie były trochę za duże, ale i tak chwilkę Tosia dała mi się przejechać 🙂  Oprócz tego jechałam na koniku 🙂 Tak, na prawdziwym koniku… Najpierw jechała Tosia, potem jechałam razem z Tosią, a na końcu już jechałam sama tzn. Mama nie trzymała, ale na koniku siedziałam sama 🙂 Konik nazywał się Kacperek 🙂 Był bardzo fajny….Tosia to w ogóle jechała na koniku sama, pani jej dała do rączek lejce…, a Tosia jechała 🙂 Byłyśmy w tym Rymanowie jeszcze dwa razy i zawsze były te same atrakcje J Z nami tez pojechali Adaś i Julka, Maciuś i Adaś i Ania J Ale było dużo zabawy J Im nas więcej tym lepiej…, a jak wiecie ja uwielbiam się bawić… z innymi dziećmi 🙂

Tak wiec sami widzicie, że bardzo intensywnie używam sobie wakacji…, tzn. używałam, bo już jest po wakacjach 🙂 a szkoda, bo było tak fajnie, siedziałam dużo na placu zabaw, bawiłam się w piaskownicy (chociaż Mama tego bardzo nie lubi, ale jak było bardzo, bardzo ciepło to troszeczkę mogłam bawić się w piasku… – chociaż bez obaw mogłam tarzać się w pasku nad morzem… ???? :-))

 Tylko jedno Wam jeszcze na koniec opowiem, taka moja rozmowa z Mamą. Mama czyta mi opowiadanie o zwierzątkach. W pewnym momencie pytam się Mamy: „co to jest”. Moja mama odpowiada: „to jest nietoperz”, a ja na to: „aha…. topesz…, ale fajny topesz”. 🙂 Mamy zatem nowe zwierzę – TOPESZA 😉 Dla wszystkich miłośników nocnych zwierzątek 🙂

Buziaki Gorące, Wasza Hanula

Facebook Comments

Odpowiedź do artykułu “Konie, gokardy i….. Rabka ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

facebook