Hania

Już nic nie mówię…

Jak moja Mama sprawdziła bloga, to się załamała… To jest straszne (powiedziała) jak tak długo nic nie zamieściłam o Hani. No nic, teraz się martw mamusiu, bo nie wiem, czy będziesz w stanie wszystko opisać, co się do tej pory u mnie działo 🙂

W każdym bądź razie Facebook’u moje życie tętni 🙂 Tam Mama na bieżąco udziela informacji i udostępnia moje zdjęcia 🙂 No nic tylko wypadałoby jeszcze napisać parę słów, a tu nic 🙁

Może zacznę od tego, że miałam szansę dostać się do przedszkola – tego, do którego chodziła Tosia. Wszystko było pięknie, ładnie – dostałam się 🙂 Jednak okazało się, że niestety nie będę mogła do niego chodzić, ponieważ mój organizm może nie wytrzymać takiego „nagromadzenia” wirusów (i tym samym licznych infekcji). Rodzice bardzo chcieli żebym uczestniczyła w życiu przedszkolaka, ale na razie się to niestety nie uda. Pani Dyrektor powiedziała, że od przyszłego roku przedszkole jest obowiązkowe i może będziemy mogli zrobić dla mnie mały wyjątek w postaci indywidualnych zajęć… może coś się uda z tym zrobić, więc jest nadzieja 🙂

Co do przedszkola, to bardzo mi się ono spodobało… Tosia miała tzw. „zieloną noc” w przedszkolu, gdzie dzieci kończące przedszkole mogły zostać na całą noc w przedszkolu. Oprócz tej atrakcji, były też gry i zabawy na placu zabaw (w których brałam oczywiście udział), była dyskoteka i „kino Bambino” – dzieci oglądały na dużym ekranie (prawie jak w kinie) bajkę 🙂 No atrakcje – REWELKA 🙂 Tak więc wracając do sedna sprawy – poszłam z Mamą zwiedzać przedszkole 🙂 Było cudownie, tyle zabawek, lalek, kuchenki, wózki, samochody, misie….WSZYSTKO!!!!!!! Pani Agnieszka z Tosi grupy obdarowała mnie pękiem balonów i słodkimi galaretkami. A potem to już tylko prosiłam Mamę, że chcę iść do środka do przedszkola, żeby zobaczyć, gdzie lale „sią” 🙂 Wieczór cudowny… i też wam powiem, że pierwszy raz w życiu malowałam…taaaaakkkk!!!! To też było cudne – na dużych arkuszach papieru malowaliśmy. Najlepszą zabawą dla mnie było chodzenie z pędzlem i maczanie go raz w farbie (najlepsza była czerwona) i raz w wodzie J Do domu wróciłam zmęczona ale bardzo, bardzo zadowolona. Padłam po 22:00, a Tosia … .ponoć zasnęła około 24:00 a wstała już przed 5.00, bo ponoć była głodna 🙁 ….

To były supernowe chwile, ale też niestety w czerwcu przeżyłam chwile grozy 🙁 Załapałam się na jakąś dziwną wirusówkę od Tosi… Najpierw to Tosia poległa (dostała wysokiej gorączki i tak przez cały tydzień ją męczyła wysoka temperatura) i po paru dniach musiała dostać antybiotyk, a potem polegałam ja z Mamą. Pani doktor powiedziała, że gdyby nie Mama (choroba Mamy) to może udałoby się ratować mnie beż antybiotyku, ale że Mama „zaniemogła” to niestety ja też dostałam antybiotyk. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ta wysoka temperatura… Tak mnie męczyło, nie chciałam w ogóle jeść, ani pić, wymiotowałam po antybiotyku, tak że pod koniec tygodnia „wylądowałam” na SOR-że 🙁 Moja pani Doktor (której jestem bardzo, bardzo wdzięczna) zamieniła mi antybiotyk niestety na zastrzyki, ale wcześniej skierowała mnie właśnie na SOR, żeby mnie trochę wzmocnić – nawodnić, bo nie miał się jak wchłaniać antybiotyk. Przyjmowała mnie bardzo miła pani doktor, która po krótkiej rozmowie z Mamą stwierdziła, że nie wyglądam najgorzej (śmiałam się i żartowałam z Tatem, a wcześniej do południa cały czas leżałam i nic mi się nie chciało, na nic nie miałam siły)… i poszłam na SOR!!! No tam niestety nie było na początku miło, zrobili mi badania i podłączyli moją rączkę do jakiś płynów (Mama mówiła, że to „kroplówka”), po jakiś 3 godzinach poczułam się duuuuuużżżżżżoooo lepiej. Zaczęłam żartować z Tosią (Tosia do mnie przyjechała do szpitala), zaczęłam rozmawiać z Rodzicami…wszystko było inaczej. Po pewnym czasie przyszła pani Doktor i powiedziała, że wyniki badań nie są złe i że mogą mnie spokojnie wypisać do domu. Dostałam dodatkowo jeszcze jedną kroplówkę, ale tym razem już z antybiotykiem i po jakiś jeszcze 2 godzinach opuściłam SOR!!!!!!! Taki był mój 13 czerwca 2014 r. PIĄTEK!!!! Zła data i zły dzień (tak powiedziała Mama). Po powrocie z SOR-u było już każdego dnia lepiej. Wszystko byłoby już całkiem dobrze, gdyby nie to, że właśnie przez 5 dni miałam zastrzyki 2 razy dziennie. Bolała mnie pupa i codziennie prosiłam panią, żeby poczekała zanim zrobi zastrzyk…. Mówiłam: poczekaj, poczekaj!!!! Tatuś mnie trzymał na rękach a pani „pyk” i robiła zastrzyk. W sumie to i do tych zastrzyków się przyzwyczaiłam, ostatniego dnia nawet nam jeden zastrzyk zniknął… Tak, tak… rozpłynął się w powietrzu. Rodzice myślą, że ja go gdzieś schowałam, ale chyba nieeee… 😉 W każdym bądź razie po zastrzykach dostałam jeszcze przez 4 dni antybiotyk w tabletkach i jakoś już poszło J Mój Tato mówi, że jestem „kamikadze” – chodziło o to, że nie chciałam popijać za bardzo antybiotyku. Piłam go z wodą lub sokiem, ale już nie popijałam… Nie powinno tak ponoć być, ale zaraz dostawałam jedzenie, albo wodę słoną, więc jakoś to szło.. 🙂

Teraz jest już po wszystkim, mogę skakać, biegać po placu zabaw, jeździć na rowerku 🙂 Mogę wszystko (no prawie wszystko…) :-). Tosia już nie chodzi do przedszkola i jest fajnie. Mamy teraz wakacje i przez 2 miesiące będziemy się wygłupiać 🙂 Cudownie…. Już dzisiaj jedziemy nad morze, o czym mówię już od ponad 4 tygodni. Codziennie pytam się Mamy, czy jedziemy już dzisiaj nad morze???? Nie mogę się doczekać… Ja jadę z rodzicami a Tosia jedzie pociągiem z babcią Aldoną i dziadziem Rysiem 🙂

Przepraszam was bardzo za to, że tak rzadko piszę, ale Mama obiecuje i obiecuje, a ja to bym pisała, tylko nie potrafię włączyć administratora bloga 🙂 Potrafię rozróżnić literki, kolory, liczę po polsku i po angielsku do dziecięciu i uwielbiam śpiewać i tańczyć 🙂  Ostatnio polubiłam program „Jedynkowe Przedszkole” – tam dzieci śpiewają, rysują, bawią się i tańczą. Robię to samo co oni. Ostatnio nawet zaczęłam oglądać bajki „Bolek i Lolek” 🙂 Mama i Tato mówią, że też te bajki lubili oglądać, jak byli mali…. Tosia tego nie lubi, nie wiem dlaczego.

Kończę Kochani, bo to chyba tyle tych wiadomości, chociaż pewnie Mama połowy rzeczy nie pamięta, ale trudno…, było minęło, nie mam żalu 🙂 Buziaki, buziaki!

Wasza Hanula!

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

facebook