Hania

O mnie

Ach… Tak nie mogłam się doczekać, byłam bardzo ciekawa wszystkiego, że postanowiłam przyjść na świat już 3 tygodnie przed planowanymi urodzinami (10 marca 2011 roku, godzina 12:05). Było po prostu coraz ciaśniej, choć miło, pod serduszkiem Mamusi, a Tosia (moja starsza siostra) tak bardzo mnie wołała przez brzuszek Mamusi, i ciągle słyszałam: „Hania, Hania wychodź!!!”. Nigdy nie zapomnę tego zaskoczenia Rodziców…, że to już a oni, że nie gotowi. Hihi,… Niespodzianka… A co poza tym, byłam taka malutka i leciutka (53 cm, 2.850 g). Tosia, moja starsza siostra, to od razu chciałaby się ze mną bawić, dawała mi swoje zabawki, uśmiechała się, mówiła do mnie, a ja chciałam jeść, spać, i takie tam…, i przytulać się do Mamusi. A Tato,… Tato też fajny, brodaty, hihi… Dzięki niemu i Tosi na drugie imię mam Rachela, no poszaleli…

Kiedy trafiłam z Rodzicami do Szpitala w Krakowie (Rodzicie dowiedzieli się wówczas, że jestem chora na mukowiscydozę) oni byli bardzo smutni… Postanowiłam, że podniosę główkę na dłużej i będę się do nich uśmiechać, chyba ich trochę rozweseliłam. Dopiero wtedy, w Szpitalu, dostałam te takie małe „kuleczki” i jakoś tak zaczęłam od tego lekarstwa (kreon), wreszcie przybierać na wadze. Uff, teraz to mam pełny, duży brzuszek i jestem z dnia na dzień coraz większa i mocniejsza…

Od czasu tego pobytu w Szpitalu (10-18 maja 2011 roku), dużo, co tam… wszystko się u nas zmieniło. Mamusia mnie oklepuje, aż dudni (tak buch, buch!), Tato od czasu do czasu też (bach, bach!). Nawet lubię tą zabawę. Tosię przestało już dziwić, że codziennie mam inhalacje. Dostaję dużo lekarstw i witamin. Rodzice coraz częściej się uśmiechają, myślę że dzięki mnie, ale również z powodu ich bliskich i przyjaciół, którzy starają się im pomagać. Mam cudownych Dziadków i Babcie, są bardzo kochani.

Dzisiaj to już mam prawie 5 miesięcy, dużo mówię (choć inni jakoś niewiele z tego rozumieją, najwięcej Tosia i Mamusia), próbuję się przewracać, siadać bardzo lubię. Staram się stawać na nóżki, skakać i chodzić, ale to dziwne uczucie… Czasem, to nawet wceluję nogami do buzi, są smaczne, jak „słone paluszki”. Zapomniałabym, mam już 2 dolne zęby. Lubię bardzo zabawki, tzn. lubię je gryźć i dotykać. Szczególnie uwielbiam łapać Tosię za jej nosek i kolczyki, za te duże najbardziej (tak bardzo się kołyszą). Jest coraz weselej, i choć jak mówią Rodzice „Lato nie dopisało”, podoba mi się tutaj coraz bardziej, każdego dnia…

Facebook Comments

facebook